Archiwum

2011
marzec
styczeń
2009
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień



design by
gingery

image by
Sue Anna Joe



Ksiega


Linki

czytam
golden
elka
zupka
cojot
laura brown
po 30
barbara
luna
stara panna
ael
wonderwoman
kotoju
haniuta
bo tak!
goga
cashew
pierwsza
sister
luisa
wife
marzenia

poprzedni blog
moja przeszlosc




Blog.pl


here I am again 2011-03-06 00:13:13

in Pyrlandia! :)
Zaliczyłam juz 2x tańce w Dublinerze-pierwszych w ogole nie pamietam....(nie pytajcie) a drugie były świetne. Poczytalam stare notki i mnie natchnęlo na wspominki.No i co sie okazało? Ze Zakręt gra w zespole Gospel Joy i robi międzynarodową karierę (tak wynika z mojego "śledztwa"). Straciliśmy kontakt dawnooo temu, chyba sie na mnie troche obraził i od tego czasu nie wiedzialam co się z nim dzieje. No a teraz napisalam mu smsa (durne to moje serce, oj durne-po tylu latach nadal przyspeisza na jego widok). W głębi umysłu liczę,że ma już inny nr telefonu i nie pojawi się znowu w moim zyciu. W głebi serca...hmm no cóż. To znowu sprowadzi na mnie jakieś kłopoty. Czuję to :)
Z innych rzeczy to chciałam powiedzieć,że 4 kwietnia wracam do roboty, a z facetem żyje się ciężko czasami.
M.dzwonił 2x ale nie odebrałam.
Chwilowo nie mam nic więcej do dodania :)

skomentuj (0)

idę w miasto! 2011-01-27 16:04:00

Ha! Zostawiam latorośl pod opiekę tatusiowi i wybywam z koleżanką!
mój boże...Kiedyś jak szłam w miasto to mury drżały...a teraz to oznacza miłą kolację w miłej knajpce w kumpelką. Choć dobre i to...
Ale niech no ja tylko wórcę do Poznania!
JUŻ JA WAM POKAŻĘ!

skomentuj (3)

kinder niespodzianka 2011-01-26 14:22:42

Żeby nie było-Krzyś (zwany Kurkiem) obudził się wczoraj o 23 i nie spał do 2. To tyle w temacie przesypiania całych nocy. Już nigdy więcej nie napiszę,że przesypia noce! No chyba,że jak skończy 10 lat. WTEDY BYĆ MOŻE ZARYZYKUJĘ.
W związku z tą nocną aktywnością cały rytm dzień/noc nam się poprzestawiał i teraz zamiast słodko spać od 2 godzin, ryczy jak potępieniec w łóżeczku. W miedzyczasie obdarował mamusię sporym kupskiem. A ja? A ja marzę o ciszy i kawie.
No i tak leci dzień, za dniem.... Rano pobudka, mleko, obowiązkowe odkurzanie (KIEDYŚ ZABIJĘ TE SIERŚCIUCHY), ogarnięcie dziecka i siebie, a potem to juz tylko zabawa i relaks.... EVERY SINGLE DAY, lalallalala
A co ja to chcialam? Chcialam napisać o różnych "zaskoczeniach" w porodzie, połogu i macierzyństwie, czyli o rzeaczach o których nie wiedzialam, albo wiedzialam i myślałam,że mnie się to na pewno nie przytrafi, albo wiedzialam i zarzekalam się,że nigdy tak nie postąpię, albo wiedzialam i myślałam,że to ściema walniętych mamusiek, coby jakoś osłodzić sobie trudy macierzyństwa.... Więc do rzeczy :)
PORÓD:
-nie wierzyłam,że jak już się zacznie, to przestane się bać. Cały ostatani mc ciąży rozmyślałam już jak to będzie i paraliżował mnie strach. A jak się zaczeło, to (tym razem dokałdnie tak jak napisali w książkach) wyrzut adrenaliny i zero strachu, tylko maksymalne skupienie na zadaniu do wykonania. Dziwne uczucie.
-nie wierzyłam,że pęknę (lub natną mnie) TAM i przeżyję (wydawało mi się to totalnie niemożliwe). Co więcej do głowy by mi nie przyszło,że nawet nie będę wiedziała,że to sie stało.
-nie wiedzialam,że zupełnie nie ruszy mnie 10 cm igła wbijana mi w plecy w celu znieczulenia oraz,że owo znieczulenie przyniesie tak ogromną ulgę,że w sumie to brakowało mi tylko drinusia w dłoni i czułabym się jak na plaży w ciepłym kraju, a o cały czas trwajacych skurczach będę się dowiadywać jedynie z zapisu KTG.
- nie wierzyłam,że bujanie na piłce faktycznie pomaga.
- nie wiedzialam,że można (uwaga, ekhm...) oddać mocz i kał i dowiedzieć się o tym przypadkiem 2 tygodnie później..
-nie wiedziałam,że będe rodzić na stojąco i kucająco i że po którymś cyklu-wstań-skurcz-kucnij-przyj nie będe miała siły już się podciągnac do góry po drabinkach, mało tego -nie będę mieć siły,żeby powiedzieć,że nie mam siły... a potem nagle te siły skądś się znajdą
-nie wierzyłam,że można żartować z położną, podczas 45 minutowego zszywania krocza, trzymając przy cycku dopiero co urodzone dziecko i przebywajac w jakiejś zupełnie innej rzeczywistości
-nie wiedzialam,że 2 h po porodzie będę siedzieć na krześle z nogą na nogę i wypisywać smsy do rodziny i znajomych
-nie wiedziałam,że o niektórych sytuacjach w czasie porodu dowiem się tylko z relacji P., gdyż sama ich absolutnie nie pamiętam, choć cały czas byłam przytomna-nie wierzyłam,że mogę po ulokowaniu mnie w sali poporodowej, zabrać walizkę i iść się rozpakowywać, zostawiajac dziecko w "korytku" na korytarzu i zupełnie o nim zapomnieć
-nie wiedziałam,że fakt urodznia dziecka da mi tyle wewnetrznej siły i dumy z samej siebie
POŁÓG:
-nie wiedziałam,że dziecko pokocham dopeiro po jakims czasie
-nie zdawałam sobie przedtem sparwy,że od tego własnie momentu jestem całowicie podporządkowana dziecku i w dużej mierze ode mnie zależy jego życie
-nie wiedziałam,że można z tego powodu płakac, w sumie nie wiedząc czy z poczucia ogromnej odpowiedzialności czy ze szczęścia
-w ogole nie wiedziałam,ze po porodzie coś mi się poprzestawia w hormonach i będę się wzruszać byle czym, jak moja mama (z której sie zawsze  troche nabijałam)
MACIERZYŃSTWO:
-nie wiedziałam,ze można nie przespac przez 7 mcy żadnej nocy i funkcjonować
-nie wiedziałam,że słynna już wizja matki umęczonej, z rozwichrzonymi włosami i w dresie dotknie też mnie i to wcale nie wtedy gdy dziecko było całkiem malutkie (bo wtedy tylko spało i jadło-absorbujące na maxa robi sie później)
-nie wiedzialam,ze będę płakać z bezsilności, gdy dziecko ma np.kolkę a ja już nie mam żadnego pomysłu jak mu pomóc
-nie zdawałam sobie sparwy,że już zawsze będzie towarzyszył mi lęk,że każde niepokojące zachowanie będzie analizowane i będzie kładło mi się cięzarem na sercu niemal uniemożliwiajacym oddychanie ( a momentów takich na początku jest bardzo wiele, bo nie ma zadnego doświadzczenia co jest normalne a co nie)
-nie wiedziałam,że pojawienie się dziecka jest aż tak ogromną życiową rewolucją i jeszcze większym wyzwaniem dla związku
-nie wiedziałam,że pojawią się,aż tak duże związkowe problemy,że bedzie juz mowa o wysokości alimentów...
-nie wiedziałam,że można tak kochać
-nie wierzyłam,że moje własne dziecko będzie mnie momentami doprowadzało do wściekłości i niemal utraty kontroli nad sobą
-nie wierzyłam,że ten słodki uśmiech faktycznie może tak wiele wynagrodzić
-nie wiedziałam,że będę chciała wrócic do pracy,żeby w końcu poczuć się kobietą. Zadbaną, pomalowaną, ubraną. Taką jak kiedyś.
-nie wiedzialam,że samo podjęcie decyzji o powrocie do pracy wzbudzi we mnie poczucie winy i smutek (jeszcze 2,5 mca z dzieckiem w domu będę)

To chyba na razie tyle, co mi przychodzi do głowy. Bilansu zysków i strat robic nie zamierzam. Raz jest lepiej, raz gorzej. Jak to w życiu. Choć teraz mojego życia nie zamieniłabym na żadne inne :)

skomentuj (0)

no to powróćmy jak za daaaaawnych laaaatttt... 2011-01-25 22:59:59

no....Dziecko me sypia juz od jakiegoś czasu całe noce, ja nadrobiłam troche zaległości we śnie po 7 nieprzespanych miesiącach, to i na luksus pisania być może będę mogła sobie pozwolić od czasu do czasu.

Cofnijmy się w czasie do nocy z 13/14 lutego 2010. Bardzo to miła była noc, mimo,że cięzki już brzuch nie pozwalał się wyspać a i sikać co chwilę się chciało. Ale była miła gdyż na dzień następny czyli Walentynki zaplanowaną miałam kolację,żeby się jeszcze najeść dobrych pikantnych dań zanim Dzieć pojawi się na świecie, skutecznie ograniczajac mi jadłospis. Tak więc leżałam sobie i juz układałam zamówienie na wieczór a troche drzemałam dla odmiany...
Tak ok. 4 coś mnie tkneło jakoś dziwnie. No ale to końcówka ciąży-normalne,że wali cię po wnętrznościach radośnie.
Za jakiś czas tknęło znowu i znowu.Oho-mówie...Nie ma co-ide do wanny sie depilować..Nie było to łatwe zadanie, o nie nie nie. No ale jakoś dałam rade. Potem już zasnać nie mogłam, jakieś skurcze tam były ale nieregularne, usiadłam sobie troche na net, napisąłam na forumie do koleżanke-ciężąrówek, zjadłam kanapkę, popatrzyłam przez okno na zaspy śniegu i sąsiada który wrócił z jakiejś imprezy i scielił łóżko na golasa :)
O 8 obudzilam P. i pojechaliśmy. Skurcze były tak co ok 12-15 minut. Podłączyli mnie pod KTG, okazało się,że to jeszcze nie to. "Za słabe" oceniła pani położna "przy porodowych nie będzie Pani w stanie mówić". Proszę jechać do domu wejśc sobie do wanny, jest jeszcze tydzień do terminu, to pewnie przejdzie.
Najpierw jeszcez musieliśmy wypchać z zaspy samochód, który sie zakopał. Trochę to trwało i w efekcie byliśmy w domu ok.11 Weszłam grzecznie do wanny, posiedzialam godzinke i nagle skurcze zeszły z czestotliowsci co 10 minut, do co 3!!! Bez fazy przejsciowej, o której naczytałam się w mądrych książkach. Wiec w te pędy do szpitala znowu, co juz wcale nie było takie proste, trudno było sie ubrać po wyjściu z wanny a na każdej nierówności drogi cierpiałam katusze. To bylo ok. 14. Na KTG skurcze wyszły juz porodowe konkretne ale nie bylo miejsca na sali. Kazali czekać. Wyszło na to,że 1,5 h rodzilam na Izbie Przyjeć na stojąco i w dzinsach, wisząc na P. przy kazdym skurczu.... Panie w poczekalni mialy oczy wielkości pięciozłotówek ale im sie nie dziwie...Ja bym na ich miejscu uciekła. Ok.17 stwierdzono,że trudno-bede rodzić w gabinecie ginekologicznym, bo na porodówce nadal nic sie nie zwolniło...Przerazilam sie, bo bardzo nie chcialam rodzić na leżąco non stop, a w tym gabinecie innej opcji nie bylo. Zadnej pilki, wanny czy drabinek i miejsca mało. Rozebrali mnie, przebrali w szpitalną koszule, bo sama już nie byłam w stanie i zalożyli wenflon...I w tym momencie wpadł blond anioł i mówi: Jestem Renata, bede pani położną, mamy miejsce
I mnie zabrali do wypasionej pojedynczej sali. P. byl ze mną. Bolało strasznie, nie spodziewalam sie że aż tak. W kulminacyjnym momencie skurczu takie jakies konwulsyjne ruchy wewnętrzne mną wstrząsały, ale moze to norma...Jak dojechałam do 3 cm, to podali mi ZZO-nic nie bolało. Po 10 minutach ból ustał całkowicie, nic nie czułam, zero skurczu. Mogłam normlanie mówić i chciałam iść pocałować anestezjologa w cokolwiek będzie chciał ale na szczeście nie bardzo mogłam chodzić, hihihi. Skurcze widziałam tylko na KTG, poza tym pełen relaks. Zaczeło schodzic po ok. 2 godzinach i okazło się,że mam ładne 10 cm i moge przeć. I tu pani Renatka przeszła samą siebie, bo rodzilam i na stojąco i na kucająco i na klęcząco a ona chcąc nie chcąc musiala dostosowac swoją pozycje,żeby wszytstko kontrolowac. Nie położyla mnie na łóżku do samego końca. P. bardzo mi pomagal zarówno swoją obecnością, jak i przy wstawanu, kucaniu gdy opadalam z sił. Bez niego byłoby mi dużo cięzej, szczególnie psychicznie. Parcie trwało ok. godzine, nie cieli mnie, sama pękłam ponoc nieduzo i szczerze mówiac  w całym tym natłoku wrażeń nie miałam o tym zielonego pojecia. Ostatnie parcie w pozycji na pieska, a pani Renatka leży na podłodze, heheh. Mały wyjrzał na świat, rozjerzał się i zaczął ryczec, Pani Renatka zachwycała się jego długaśnymii rzęsami ,Dzielny Tatuś przeciąl pępowine.
No i tak naprawdę dopiero wtedy się zaczęło....
Nowy rozdział mojego (naszego) życia. Całkiem nieznany, całkiem ode mnie zależny, miał 2960 kg i 53 cm długości.
14 lutego 2010, godz. 21.50 JA URODZIŁAM DZIECKO.
SZOK.


A dziś wieczorem-11 miesięcy póżniej- siedzieliśmy razem na kanapie, oglądaliśmy MINI MINI i jedliśmy banana.
SZOK :) 

skomentuj (0)

od czego by tu ...? 2009-11-24 16:32:07

Niby widziecie nic sie nie dzieje specjalnie ale na nudę nie narzekam. Jedynie moze na wielki brzuch, wielkie cycyki, wstawanie do sikania w nocy, zatkane kanaliki mleczne i bóle kregosłupa. Oraz może na to,że nic mi sie nie chce..? Ale to drobiazg ;)

Hehehe....zachodzcie w ciąze kochane-jest cudownie! ;)
Nie, nie-troche przesadzam. Znaczy mam to wszytsko co napisałam powyżej, ale nie jest to aż tak złe, jak może sie wydawać.

A stolica? Hm.... Jakoś tak nie czuję tego wielkiego świata. Czuję sie trochę, jakbym mieszkała na ul Głogowskiej (kojot zapewne kojarzy klimat) :) Choć akurat nasze osiedle nowe i mieszkanei ładne, to jakoś tak "głogowsko" dookoła.
Jeszcze nawet z Złotych Tarasach nie byłam! ( SKANDAL) Za to zdążyłam się sciąć z listonoszem, bo w ogole nie nosi paczek (nawet lekkich typu 2 ciuszki dzieciece), tylko od razu ma wypisane awiza. I dzis go własnie namierzyłam, przyparłam brzuchem do skrzynki i opierdoliłam :)
no to tego...tyle na razie. Ide robić sałatkie z tuńczyka, makaronu i brokułek dla P.
paaaa!

skomentuj (2)

ło matko bosko part.2 2009-09-08 14:40:15

Ło matko bosko i wszyscy swięci czy jak to tam szło....
Za miesiac z kawałkiem bede mieszkac w Warszawie!
Przynajmniej wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują.
Czy to nie za duzo troche rewolucji jak na jedna mała biedna myszke z zarodkiem?
W dodatku bez szkoly rodzenia? Juz nie mówiąc o szkole zycia...

skomentuj (3)

zapisy, zapasy, zaprawy 2009-08-23 19:04:04

Muszę się zapisac do osiedlowej biblioteki. Powinnam chyba czytać literaturę łatwą lekką i przyjemną w dodatku zabawną, bo jak czytam cos bardziej ambitnego lub -nie daj boze-dramatycznego, to snią mi sie potem koszmary.Przyda się coś w stylu Bridget Jones, Diabla u Prady albbo innego Nigdy w zyciu. Ktoś zna jakies fajne nowości? Polecie coś!
Muszę tez sie zapisac do szkoly rodzenia. KOSMOS JAKIS, MATKO BOSKO, SZOK. ( to się dzieje NAPRAWDĘ???)

PS. KOJOT-na ogórki i chilli mam nieustający slinotok, odkąd przeczytalam twój komentarz. Ale chyba nie mogę :(
W ogole nic fajnego nie mogę :(
Wczoraj zabralam zarodka na koncert do Dublinera. Popodrygiwalismy sobie na ławeczce. Chyba mu sie podobalo. ;)

skomentuj (2)